Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka krajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka krajowa. Pokaż wszystkie posty

21 styczeń 2008

Znowu strajki

Strajki trwają. Strajkują już trzy grupy: górnicy, służba zdrowia i nauczyciele. Ci ostatni wzbudzają we mnie najwięcej sympatii bo od wielu lat są niedoceniani. Możliwości wywalczenia spełnienia swych oczekiwań też mają najmniejsze. W Polsce (i chyba nie tylko) praca fizyczna jest przeceniana kosztem pracy intelektualnej. Jest to zjawisko bardzo niekorzystne bo deprymuje to osoby zdolne i mogące się kształcić. Nie raz słyszałem porównania ile może zarobić osoba po studiach a ile zarabia taki np. górnik, drogowiec lub dźwigowy. Całe nieszczęście w tym wszystkim polega na tym, że pracownicy fizyczni są zatrudnieni głównie w sektorze prywatnym (branża usługowa) zaś inteligencja w znacznej mierze zasila sferę budżetową. Możnaby więc rzec, że problem polega nie tylko na zbyt niskich zarobkach sfery budżetowej ale także na zbyt wysokich (i windujących w górę średnią krajową) zarobkach pracowników fizycznych.

Irytujące przy tym wszystkim jest, że niektórzy niezorientowani twierdzą, że nauczyciele pracują mniej. Tymczasem praca nauczyciela to nie tylko czas poświęcony na lekcje w szkole. To również czas związany z pracą w domu związaną z poprawą prac uczniów. Sumarycznie jest to mniej więcej równe 40 godzinom tygodniowo.

Podobno szacuje się, że wydatki poniesione na edukację zwracają się czterokrotnie. Mediana zarobków nauczycielskich plasuje się na poziomie 1500 zł zaś mediana zarobków górniczych to około 5500 zł. Nawet informatycy po studiach zarabiają czasem mniej. Rząd nie chce się zgodzić na podwyżki dla nauczycieli rzędu 600 zł oferując marne 200 podczas gdy w tym samym czasie górnicy z kopalni Budryk odrzucają propozycję 600 zł podwyżki jako ich zdaniem dalece niewystarczającą. Wydaje mi się więc, że w imię zwykłej przyzwoitości należy zgodzić się z żądaniami nauczycielskimi, lekarzom uzmysłowić, że i tak uzyskali już dużo. Absolutnie zaś nie należy finansować niedochodowego górnictwa kosztem nie bogatego przecież społeczeństwa. Tamtym ludziom ludziom wielokrotnie dawano już szansę na przekwalifikowanie się. O konieczności redukcji zatrudnienia w górnictwie mówiło się już kilkanaście lat temu i wielokrotnie oferowano górnikom (również kosztem reszty społeczeństwa) wysokie odprawy. Nadszedł czas by wyciągnąć wnioski i skorzystać z doświadczeń Brytyjczyków. Twarde i nieustępliwe rządy Margaret Thatcher opłaciły się u nich i nie ma powodu, dla którego nie miałby sprawdzić się i u nas.

4 styczeń 2008

Strajki górnicze.

Jak zwykle przy okazji pewnych zmian w Polsce pojawiają się kolejne strajki i żądania górnicze (kopalnia Budryk). Jak zwykle zakończą się one sukcesem. Tylko jakoś nikt społeczeństwu nie potrafi wyjaśnić w czym górnicy lepsi są od nauczycieli, pielęgniarek czy policjantów. Górnictwo gdy jest niedochodowe to jest niedochodowe na koszt zwykłego obywatela. Tenże obywatel zaś jeśli jest niedochodowy to jest niedochodowy tylko i wyłącznie na swój koszt.

Raz już Polska zapłaciła ogromną cenę za strajki górnicze i płaci tę cenę do dziś. Wszak kredyty gierkowskie nie były zaciągnięte bez szans na spłatę. Takich kredytów nikt na zachodzie by nie udzielił. Państwo polskie spłacało te kredyty węglem. Zbyt tego węgla zapewniały wieloletnie kontrakty. W biznesie jednak kontraktów należy dotrzymywać, gdy więc na początku lat osiemdziesiątych Polska w wyniku wstrzymania wydobycia z powodu strajków (dziwnym trafem tylko w kopalniach wydobywających na eksport) przestała się wywiązywać to te kontrakty po prostu zerwano. Głupia decyzja górników o strajku doprowadziła do olbrzymiego zadłużenia. Polska nie odzyskała i już nie odzyska utraconych rynków zbytu bo weszli na nie Amerykanie i Australijczycy wydobywający węgiel kamienny taniej bo odkrywkowo (np. w zagłębiu apallachijskim).

Dziś wdzięczne górnikom społeczeństwo musi fundować im wcześniejsze emerytury, coroczny wzrost płac i inne przywileje. Bo przecież jaki rząd (zarząd spółki czy inny organ lub instytucja) oprze się argumentowi kilofa?

20 czerwiec 2007

O propagandzie homoseksualizmu

Tym razem po dłuższej przerwie postanowiłem napisać o propagandzie homoseksualizmu czyli o czymś czego nie ma. Nie ma nie dlatego, że nikt homoseksualizmu nie propaguje, bo pewnie znaleźliby się tacy, którzy chcieli by to robić dla zwykłego zarobku. Nie ma dlatego, że być nie może, ale o tym za chwilę. Oczywiście można się spierać na temat kwestii istnienia i spory takie były toczone przez filozofów od wieków. Przykładowo było takie pojęcie jak „byt intencjonalny”. Tu jednak porzucimy tego typu rozważania i skupimy się na intuicyjnym rozumieniu istnienia.

Roman G. i spółka sugerują, że w nieszczęsnym kraju naszym istnieje propaganda homoseksualizmu. Idą nawet dalej, bo próbują tę propagandę tropić a nawet z nią walczyć. Panowie Ci nie zastanowili się chyba jednak nad bardzo prostą kwestią czy sami byliby w stanie w jakikolwiek sposób zmienić swą orientację seksualną. Przypuśćmy, że orientacja seksualna może podlegać zmianom (tak zapewne zakładają pan Roman G. i jego koledzy). Niewątpliwie rozważając dwie orientacje heteroseksualną i homoseksualną, tą pierwszą można wskazać jako bardziej zgodną z naturalnym cyklem życiowym człowieka. (Sympatycy pana Romana rzekliby pewnie, że homoseksualizm jest w ogóle wbrew naturze) Tym samym, wedle wszelkich prawideł zmiana w tę stronę powinna być prostsza niż w drugą. Tymczasem dokonania medycyny w tym zakresie są jakby to rzec raczej mizerne. Istnieje tylko nieliczna i związana ściśle z kościołem grupa psychologów, którzy dopuszczają taką możliwość. Reszta świata medycyny uważa to za niemożliwe. Skoro niemożliwa jest zmiana, która jest naturalna to tym bardziej niemożliwa jest taka, która jest „wbrew naturze”.

Oto doszliśmy do punktu, w którym okazuje się, że pan Roman G. (z kolegami) walczy przeciwko propagandzie czegoś co jest niemożliwe. Mało tego, osoby te angażują do swojej walki pracę rozmaitych służb publicznych (finansowanych m.in. z moich podatków). Nad skandalicznością tego pomysłu nie będę się słownie pastwił, bo każdy czytelnik może to zrobić we własnym zakresie.

Przez moment możemy jednak skupić się na pozornie marginalnym stwierdzeniu o zupełnej nienaturalności tego zjawiska. Co jednak znaczy „nienaturalny”. Jeśli ma to znaczyć „nie występujący w przyrodzie” to oczywiście jest to błąd bo występuje. Jeśli ma oznaczać „nie jest najczęstszą możliwością” to niby prawda, ale wtedy bycie mężczyzną też będzie nienaturalne bo kobiet jest jednak więcej. Mało tego. Jeśli znów przyjąć teorię Romka i spółki, o tym, iż jest to choroba to musimy stwierdzić, że jest to zjawisko naturalne, bo choroby to jednak naturalny mechanizm redukcji populacji. Być może homoseksualizm jest również takim mechanizmem. Wszak istnienie jednego mechanizmu nie wyklucza istnienia innych. Pewne zjawiska w przyrodzie wydają się czasem być niewłaściwe. Przykładem może być apoptoza. Komórka popełnia samobójstwo (biolodzy czytający tego bloga pewnie mnie poprawią). Jest to rzecz pozornie ”niewłaściwa” sprzeczna z naturą, której celem jest trwanie życia. Jednak właśnie ten mechanizm chroni nas przed nowotworami. Kto wie. Być może bez homoseksualizmu cywilizacja ludzka borykałaby się z problemem podobnej rangi co nowotwory, tyle że w skali społecznej?