Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświata i wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświata i wychowanie. Pokaż wszystkie posty

4 czerwiec 2007

Psucie oświaty

Obiecałem ponarzekać. Doszedłem do wniosku, że najłatwiej będzie ponarzekać na polu polskiej oświaty. No cóż. Nic nowego na tym polu jest na co narzekać od lat. „Bo płace nauczycieli za niskie”, „bo ich selekcja do zawodu jest nieodpowiednia”, „bo reforma Handkego była porażką” (zwłaszcza w sensie wychowawczym). Bliżej współczesności (rządy Romana G.) to już w ogóle nie wiadomo czy jest coś na co można nie narzekać (indoktrynacja, usunięcie edukacji na tematy tolerancji, homofobiczne czystki wśród kadry nauczycielskiej, zła współpraca ze związkami zawodowymi, zmiany w zakresie lektur no i wreszcie nieszczęsne mundurki).

Zatrzymajmy się na moment przy mundurkach. Zastanawiające jest, że znaczny odsetek społeczeństwa popiera mundurki (choć jakoś dziwnym trafem u uczniów proporcje są jakby inne niż u dorosłych, ale mniejsza z tym). Gdy jednak zaczynają się rozmowy między rodzicami jak takie mundurki miałyby wyglądać to już o zgodę bardzo trudno. Jedni stawiają przede wszystkim na estetykę, inni na taniość odzienia swych pociech. Między zwolennikami zaś padają standardowe argumenty o krępowaniu indywidualności, o kosztach i o tym, że państwo zafunduje mundurki najbiedniejszym.

W tym ostatnim argumencie zastanawiający jest brak spojrzenia całościowego, makroekonomicznego. Skoro mundurków nie ma a mają być to znaczy, że trzeba je wykonać. Skoro trzeba je wykonać to ktoś to zrobi, ale nie za darmo rzecz jasna. Skoro nie za darmo i nie za unijne pieniądze to koszt wykonania poniesie ktoś w Polsce. Skoro ktoś w Polsce to można się zastanawiać kto. Jeśli sami rodzice to będzie to dodatkowe utrudnienie ekonomiczne na drodze uzyskiwania wykształcenia. Jeśli całe społeczeństwo to osoby bezdzietne (takie jak ja) mogą zadać pytanie: „A niby dlaczego u licha mam komuś ciuchy fundować?!”. W ten oto sposób od prostego mundurka dotarliśmy do niebanalnej kwestii redystrybucji środków finansowych pozyskiwanych z podatków. Moglibyśmy się w tym miejscu zastanawiać czy bezdzietne osoby mają jakąś korzyść w wyedukowaniu społeczeństwa, ale byłby to ślepy zaułek. Dlaczego? To proste. Bo na samym początku nie zadaliśmy sobie pytania „Dlaczego?”. Powoli czas zmierzać do konkluzji. Nikt nie zastanawia się nad tym czy mundurki rozwiązują jakieś problemy (a tych przecież nie mało). Wszyscy tylko zastanawiają się jak ma wyglądać uczeń. Kwestie drugorzędne zostały postawione na pierwszym planie przez co brnie się w paranoidalne bzdury. Morał z tego płynie więc taki, że fundamentalne pytania należy stawiać jak najwcześniej.