Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości. Pokaż wszystkie posty

14 marzec 2008

Freedom vs. dignity (o WYA słów kilka)

Czym jest człowieczeństwo? Czym są prawa człowieka? Co jest źródłem tych praw? Ostatnio z zainteresowaniem przyglądam się działalności pewnej organizacji, która twierdzi, że ma odpowiedź na te pytania (a przynajmniej na ostatnie). Organizacją tą jest World Youth Alliance wg której źródłem praw człowieka i ich podstawą jest jego godność.

Gdy widzę tego typu mądrości nie mogę się oprzeć stawianiu kolejnych pytań i formułowaniu problemów. Czym jest ta cała godność? To najbardziej oczywiste pytanie a zarazem najtrudniejsze. Odłóżmy je więc na moment i przyjrzyjmy się co poza tymi górnolotnymi hasłami ma do zaoferowania WYA

Stanowisko WYA jest bardzo bliskie stanowisku Kościoła Rzymskokatolickiego a często wprost odnosi się do tekstów Jana Pawła II. Mamy więc sprzeciw wobec aborcji, badań genetycznych, związków partnerskich osób tej samej płci. Za wzorcowy uznaje się tradycyjny model rodziny. Zdawałoby się cud miód i orzeszki – sama godność.

Zastanówmy się jednak dokładniej. Chroniąc życie „od poczęcia do naturalnej śmierci” natrafiamy na problem eutanazji, który jak by na to nie patrzeć jest sporem o to czym jest godność umierania. Partnerskie związki homoseksualne to kolejny spór, w którym dwie strony mają różną wizję godności. Gdzie nie spojrzeć tam widzimy, że godność stanowi niełatwy problem a „jedynie słuszna” wizja lansowana przez WYA nie jest jedyną możliwą.

Nie chcę w tym miejscu zabierać głosu w spornych sprawach bo to tematy zbyt rozległe (hipotezę jakoby homoseksualizm był mechanizmem ewolucyjnym eliminującym z reprodukcji osobniki z przyczyn genetycznych nieprzydatne ale zachowującym je przy życiu jako szczególnie użyteczne dla stada/społeczności wyraziłem w osobnym wpisie na niniejszym blogu). Istotą jest tu problematyczność i wieloznaczność tego co usiłuje się stawiać jako źródło.

Przywołany niedawno przeze mnie (i pr. III Polskiego Radia) ks. prof. Józef Tischner w swych tekstach filozoficznych bardzo dużo miejsca poświęcał kwestii „nieszczęsnego daru wolności”. Wolność jest dużo łatwiejsza do zdefiniowania, (choć dużo trudniejsza do roztropnego używania). Jeśli coś miałoby być fundamentem praw człowieka to w moim odczuciu powinna to być właśnie wolność. Godność jest raczej pochodną wolności (można mówić o szczególnej godności jednostki wolnej pośród zniewolonych).

Tischner na wiele rzeczy patrzył inaczej niż reszta duchowieństwa (papieżem na czele). Kościół od wieków podąża drogą wyznaczoną przez Św. Tomasza z Akwinu. Tomizm zaś od samego początku Tischnerowi się nie podobał i został niejako odrzucony (Ponoć porównywał go nawet z totalitaryzmem.) na rzecz fenomenologii. Tischner szedł własną drogą, nie przez wszystkich lubianą, ale generalnie szanowaną.

Czy jednak w dzisiejszym Kościele jest jeszcze miejsce na spokojne współegzystowanie tego typu poglądów? Ostatnie odejścia z kościoła, nierzadko bardzo zacnych teologów zdają się to poddawać w wątpliwość.

23 czerwiec 2007

Hipotezy ciąg dalszy

W wyniku pewnej rozmowy postanowiłem pociągnąć dalej temat hipotezy o potrzebie istnienia homoseksualizmu w przyrodzie.

Hipoteza ta opiera się na założeniu, że nic w przyrodzie nie istnieje bez przyczyny, nawet to co jest sprzeczne z ogólnymi tendencjami. Apoptoza choć generalnie sprzeczna z ogólną tendencją podtrzymywania życia jest zjawiskiem potrzebnym a jej brak stanowiłby zagrożenie. Homoseksualizm jest zjawiskiem sprzecznym z naturalnym cyklem życiowym człowieka. Jest on sprzeczny z ogólną tendencją przekazywania genów i podtrzymywania istnienia gatunku

Apoptoza wg mego rozmówcy jest „logiczna” bo dotyczy komórek, które są „zużyte lub uszkodzone” czyli generalnie rzecz biorąc ich dalszy żywot szkodziłby organizmowi. Jeśli jednak zastanowimy się to do homoseksualizmu można dopasować analogiczną logikę. Zauważmy, że odpowiednikiem szkodliwej dla organizmu komórki w rozważanej sferze jest osobnik, którego materiał genetyczny z jakichś względów nie nadaje się do dalszego przekazywania. W tej chwili nawet do końca nie musimy wiedzieć dlaczego. No dobrze, ale skoro tak to po co taki osobnik ma żyć? Dlaczego zgodnie z prawidłami natury nie umiera? Odpowiedź na to pytanie jest również prosta, bo wadliwe są jego geny a nie on sam jako osobnik. Jednostka taka może być nadal użyteczna dla stada (np. we wspólnych polowaniach). Nie nadaje się jedynie do przekazywania genów celem podtrzymania gatunku. Pojawia się jednak kolejne pytanie. Dlaczego takie osobniki nadal mają popęd seksualny? Dlaczego nie został on wytłumiony? Możliwości jest kilka m.in. taka, że prościej skierować popęd na niewłaściwą (z punktu widzenia rozrodu) płeć niż cokolwiek wytłumić. Inna możliwość to społeczna rola seksu i popędu seksualnego zwiększająca więź osobnika ze stadem. Rola ta jest w szczególny sposób obecna u ludzi i małp bonobo.

Powstają przy tym wszystkim pytania, na które odpowiedź nie jest oczywista. Jaka jest rola biseksualizmu w przyrodzie? (O ile taka orientacja rzeczywiście istnieje) Jaka jest rola homofobii? (O ile jest to naturalna atawistyczna fobia). Te pytania pozostają otwarte

20 czerwiec 2007

O propagandzie homoseksualizmu

Tym razem po dłuższej przerwie postanowiłem napisać o propagandzie homoseksualizmu czyli o czymś czego nie ma. Nie ma nie dlatego, że nikt homoseksualizmu nie propaguje, bo pewnie znaleźliby się tacy, którzy chcieli by to robić dla zwykłego zarobku. Nie ma dlatego, że być nie może, ale o tym za chwilę. Oczywiście można się spierać na temat kwestii istnienia i spory takie były toczone przez filozofów od wieków. Przykładowo było takie pojęcie jak „byt intencjonalny”. Tu jednak porzucimy tego typu rozważania i skupimy się na intuicyjnym rozumieniu istnienia.

Roman G. i spółka sugerują, że w nieszczęsnym kraju naszym istnieje propaganda homoseksualizmu. Idą nawet dalej, bo próbują tę propagandę tropić a nawet z nią walczyć. Panowie Ci nie zastanowili się chyba jednak nad bardzo prostą kwestią czy sami byliby w stanie w jakikolwiek sposób zmienić swą orientację seksualną. Przypuśćmy, że orientacja seksualna może podlegać zmianom (tak zapewne zakładają pan Roman G. i jego koledzy). Niewątpliwie rozważając dwie orientacje heteroseksualną i homoseksualną, tą pierwszą można wskazać jako bardziej zgodną z naturalnym cyklem życiowym człowieka. (Sympatycy pana Romana rzekliby pewnie, że homoseksualizm jest w ogóle wbrew naturze) Tym samym, wedle wszelkich prawideł zmiana w tę stronę powinna być prostsza niż w drugą. Tymczasem dokonania medycyny w tym zakresie są jakby to rzec raczej mizerne. Istnieje tylko nieliczna i związana ściśle z kościołem grupa psychologów, którzy dopuszczają taką możliwość. Reszta świata medycyny uważa to za niemożliwe. Skoro niemożliwa jest zmiana, która jest naturalna to tym bardziej niemożliwa jest taka, która jest „wbrew naturze”.

Oto doszliśmy do punktu, w którym okazuje się, że pan Roman G. (z kolegami) walczy przeciwko propagandzie czegoś co jest niemożliwe. Mało tego, osoby te angażują do swojej walki pracę rozmaitych służb publicznych (finansowanych m.in. z moich podatków). Nad skandalicznością tego pomysłu nie będę się słownie pastwił, bo każdy czytelnik może to zrobić we własnym zakresie.

Przez moment możemy jednak skupić się na pozornie marginalnym stwierdzeniu o zupełnej nienaturalności tego zjawiska. Co jednak znaczy „nienaturalny”. Jeśli ma to znaczyć „nie występujący w przyrodzie” to oczywiście jest to błąd bo występuje. Jeśli ma oznaczać „nie jest najczęstszą możliwością” to niby prawda, ale wtedy bycie mężczyzną też będzie nienaturalne bo kobiet jest jednak więcej. Mało tego. Jeśli znów przyjąć teorię Romka i spółki, o tym, iż jest to choroba to musimy stwierdzić, że jest to zjawisko naturalne, bo choroby to jednak naturalny mechanizm redukcji populacji. Być może homoseksualizm jest również takim mechanizmem. Wszak istnienie jednego mechanizmu nie wyklucza istnienia innych. Pewne zjawiska w przyrodzie wydają się czasem być niewłaściwe. Przykładem może być apoptoza. Komórka popełnia samobójstwo (biolodzy czytający tego bloga pewnie mnie poprawią). Jest to rzecz pozornie ”niewłaściwa” sprzeczna z naturą, której celem jest trwanie życia. Jednak właśnie ten mechanizm chroni nas przed nowotworami. Kto wie. Być może bez homoseksualizmu cywilizacja ludzka borykałaby się z problemem podobnej rangi co nowotwory, tyle że w skali społecznej?