Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

4 listopad 2007

Szklane błędy

Sianecki i Miecugow o swą polszczyznę dbają lecz i im błędy przytrafić się mogą. Ba! Przytrafiają się nawet nie tylko w mowie ale i w piśmie. Przykładowo na stronie 174 ich książki znaleźć można słowa „w dworach”. Widać tu oczywiście, że najprawdopodobniej nikt przed drukiem nie przeczytał tego na głos. Profesor Miodek (mieszkający we Wrocławiu, nie w Warszawie) z pewnością mógłby w piękny sposób z właściwą sobie gestykulacją wyłożyć, że w takich zbitkach literowych istotne jest to, że jeśli po pierwszej literze drugiego wyrazu nie ma samogłoski to wymówienie takiej zbitki spółgłosek trzeba jakoś ułatwić i robi się to stosując „we” zamiast „w”. Ten drobny błąd to trochę tak jakby pisać „film o kocie z Szkła Kontaktowego” zamiast „film o kocie ze Szkła Kontaktowego”.

Ponadto tak interesująca książka opowiadająca o historii popularnego programu powinna mieć skorowidz osobowy nie wspominając o spisie treści.

PS. Po pewnym czasie od zamieszczenia powyższego tekstu sprawdziłem w nowszych i starszych słownikach. W starszych jednoznacznie wskazuje się „we dworze”, ale w nowszych już dopuszcza się na równi „w dworze”. Czy to reguły są zbyt nowe czy ja już za stary?

Wykształciucha rzut okiem na Szkło i okolice

Dziś będzie o mediach tych ponoć prawicowych i tych przez tamte określanych mianem liberalnych, żydowskich, masońskich, komunistycznych, satanistycznych, etc. (niepotrzebne skreślić). Chodzi mianowicie o imperium magnata medialnego będącego założycielem jedynie słusznego Radia Maryja oraz program „nałaźliwych ścierwojadów” (terminologia Ludwika D.) Tomasza Sianeckiego i Grzegorza Miecugowa o nazwie „Szkło kontaktowe”.

Pamiętam, włączyłem kiedyś łaskami słynące radyjo. Trwała audycja „Rozmowy niedokończone” „natargetowana” (w dalszym ciągu słownictwo Ludwika D.) na grupę określaną powszechnie mianem moherowych beretów. Zadzwonił pewien radiosłuchacz w daleki od kurtuazji sposób wyrzucając z siebie pewne antysemickie hasła pod adresem m.in. byłego prezydenta RP i laureata pokojowej nagrody Nobla w jednej osobie. Od prowadzącego należało się więc spodziewać stanowczej acz pobożnej reakcji. Niestety, jedyne na co zdobył się ojciec prowadzący to stwierdzenie, że informacje o semickim pochodzeniu pana Wałęsy nie są wiarygodne. Żadnego potępienia nienawiści do naszych bliźnich wyznania mojżeszowego.

Szkło Kontaktowe jest mi bliskie nie tylko ze względu na to, że dostarcza mi skondensowany przekaz rozrywkowy autorstwa naszych „elyt”. Cenię w nim to, że prowadzący mimo jawnie prześmiewczego charakteru programu zdobywają sie na refleksję (czasem nawet filozoficzną).

Docenić należy umiejętność dostrzegania odcieni szarości pomiędzy bielą i czernią. Ludzie prości (nawet wykształceni) na coś takiego zdobyć sie nie potrafią. Przykładem prostactwa w wykonaniu wykształconego i oczytanego człowieka może być np. przypisanie całego zła w Polsce po roku 1989 redaktorowi naczelnemu Gazety Wyborczej i jego współpracownikom bez jakiejkolwiek próby dostrzeżenia pozytywnych wartości promowanych przez ten opiniotwórczy dziennik. Wynurzenia tego typu można znaleźć w publikacji pod znamiennie nienawistnym tytułem „Michnikowszczyzna – zapis choroby”. Po tym zjawisku publicystycznym nijak nie mogły mnie zdziwić kłamstwa i nieścisłości jakich dopuścił sie jego autor w swej zajadłej krytyce Szkła Kontaktowego. Krytyce, co uczciwie dodać należy, momentami nawet ocierającej się o trafne obserwacje (zwłaszcza w zakresie nielicznej części dzwoniących) lecz milczeniem pomijającej różne zalety programu.

Jako wykształciuchowi nie obca jest mi ponadto troska o język nasz ojczysty. W tym względzie również Szkło Kontaktowe jest mi bliskie i podobnie jak autorzy programu zwracam uwagę na błędy takie jak „włanczanie”, „tam pisało”, „wziąść”, „ubrać płaszcz” czy słynne „przyszłem”. Notabene ciekawym zjawiskiem jest radosne słowotwórstwo Ludwika D. objawiające się w słowach „natargetowane na” zamiast narzucającego się polskiego odpowiednika „skierowane do” a wynikające ewidentnie z chęci snobistycznego pokazania znajomości angielskiego słowa „target”. Ciekawe dlaczego to co krwawego Ludwika razi u „wykształciuchów” u niego samego jakoś jest w pełni akceptowalne.

Mógłbym tu jeszcze długo i zapamiętale przytaczać nierówność w traktowaniu przez środowisko PiS siebie i swych przeciwników. Cóż jednak to da? W przeciwieństwie do wielu grafomańskich „tfurcuf” blogowych mam tę świadomość, że tekst niniejszy przeczyta raptem kilka do kilkudziesięciu osób, których świadomość nie potrzebuje mojego uświadamiania. Po co więc piszę? Oczywiście dla własnej grafomańskiej przyjemności czytania tego co napisałem. Czyż to nie jest rozbrajająco prosta odpowiedź?