6 kwiecień 2008

Godność (c.d.)

Na postawione zagadnienie zdefiniowania godności odpowiedział na forum racjonalista.pl pan Dokowski. Zaproponował on następującą definicję:

Aby precyzyjnie zdefiniować godność musimy wznieść się wysoko ponad nasze przyzwyczajenia i związane z nimi kwantyfikatory. Godność ze swej istoty wywodzi się wprost z dualizmu przedmiot/podmiot. Aby zdefiniować godność musimy najpierw budować model, w którym osobno mamy wszystkie przedmioty jako elementy tego zbioru, ponadto mamy wyróżniony podzbiór podmiotów.

W takim modelu mamy też wyróżnione podzbiory, które nazwę na użytek tej definicji jako "ten sam przedmiot". W takim podzbiorze każdy z elementów różni się od innego czymś, co nazwę "wartością czasu".

W podzbiorze podmiotów też wyróżniam podzbiory, które nazwę "ten sam podmiot". W takim zbiorze elementy też różnią się wartością czasu.

I to już wystarczy do zdefiniowania godności. Uwaga, oto ta definicja, być może po raz pierwszy w historii pojawiła się ścisła definicja godności.

Definicja:

Mówimy że podmiot posiada godność wtedy i tylko wtedy, gdy dla każdego zbioru typu "ten sam przedmiot" i dla każdego zbioru typu "ten sam podmiot" prawdziwa jest następuijąca implikacja: jeżeli część wspólna tych zbiorów jest zbiorem niepustym, to suma tych dwóch zbiorów ma następuującą cechę: dla każej pary elementów należących do tej sumy prawdziwa jest następująca implikacja: jeżeli jeden z elemntów pary jest podmiotem a drugi nie jest podmiotem, to wartość czasu podmiotu jest większa niż wartość czasu drugiego elementu.

Wnioski płynące z zaproponowanej definicji Dokowski przedstawił w innej swojej wypowiedzi:

Kryterium godności naturalnie rozstrzyga spór o eutanację. Skoro założymy, że nie wolno traktować człowieka jak przedmiot, mamy obowiązek postąpić z chorym zgodnie z tym, co nam dyktują relacje podmiot-podmiot. Wniosek z tego jest prosty - eutanazja jest moralnie dobra tylko wtedy, gdy jest zgodna ze świadomą wolą chorego.

Jeżeli nie mamy pewności co do jego woli (nie występuje stosowna relacja podmiot-podmiot), to decyduje aspekt podkreślony w pierwszym wariancie mojej definicji, a mianowicie postulat, że podmiot nie może przestać być podmiotem, dopóki jest tym samym ciałem. Ponieważ relacja podmiot-przedmiot jest zakazana, nie wolno nikomu naruszyć nietykalności cielesnej chorego.

Natomiast kwestia płci nie ma znaczenia dla godności podmiotu. Rasa istot jednopłciowych może miać taką samą godność jak nasza, nie widzę tu żadnych przeszkód. Jeżeli taka rasa chce się rozmnażać, to nie możemy im tego zakazać, bo byśmy naruszyli ich godność - zakaz taki jest relacją podmiot-przedmiot. Tak więc spór tego rodzaju należy traktować jako sprawę wewnętrzną dotyczącą tylko istot dwupłciowych. Każde rozstzygnięcie tego sporu, osiągnięte w efekcie relacji podmiot-podmiot jest akceptowalne z punktu widzenia kryterium godności.

Warto zauważyć, że w państwie prawa zakaz nie jest relacją podmiot-przedmiot, ale jest konsekwencją wcześniejszych relacji podmiot-podmiot, o których pisałem w poprzednim akapicie, które nie naruszyły godności, a więc były, przykładowo, porozumieniem zaakceptowanym przez wszystkich uczestników sporu. Taki zakaz wypracowany w wyniku takiego porozumienia, nazwijmy go "umową społeczną", obowiązuje nie jako relacja podmiot-przedmiot (jak np. rodzice zakazują czegoś dziecku, naturalnie naruszając jego godność), ale jako wciąż jakby trwająca relacja podmiot-podmiot, w której przez domniemanie uczestniczą wszyscy członkowie społeczności i wszyscy potwierdzają nadal zgodnie wolę unikania związków homoseksualnych.

Warto zauważyć, że kryterium godności naturalnie dzieli prawo na dwie części:

prawo naturalne - wynikającą wprost z godności, jak np. zakaz odbierania wolności, zakaz eutanazji wobec osób, które nie wyraziły woli eutanazji

prawo stanowione - które w wyniku umowy społecznej może być dowolnie (pod warunkiem, że nie narusza godności) uzgodnione przez założycieli społeczności i akceptowane przez jej członków

1 kwiecień 2008

Złodzieje z Poczty Polskiej

Cóż może zdziałać mały, biedny obywatel w starciu z molochem Poczty Polskiej? Oto dzisiaj nadeszła na mój korespondencyjny adres rozerwana przesyłka. Oczywistym jest, że doszło do naruszenia art. 267 § 1. KK

Art. 267.

§ 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje informację dla niego nie przeznaczoną, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do przewodu służącego do przekazywania informacji lub przełamując elektroniczne, magnetyczne albo inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem specjalnym.

§ 3. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1 lub 2 ujawnia innej osobie.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1-3 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Zachodzi również podejrzenie naruszenia art. 278 KK, ale nie to jest teraz najistotniejsze. Istotne jest to, że człowiek wobec takiego molocha jest zupełnie bezsilny. Sprawcy pozostaną niewykryci a Poczta Polska nadal będzie kontynuować swój proceder. O kradzieżach mających miejsce w tej instytucji pisał już Przekrój, a internauci ujmowali rzecz jeszcze dosadniej. I co? I nic. Nic się nie zmieniło. Jak kradli tak kradną. :(