16 marzec 2008

Pod urokiem słów piosenki


Czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością.

(...)

I nadejdzie chwila błoga,
śmierć zabierze oddech mój,
moje ciało stąd wyniosą,
a pod celą będą znów...

Inny czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością!

Szafarze godności

Dopiero co pisałem o godności, a tu tymczasem godność staje się elementem tekstów z pierwszych stron gazet. Oto 13 marca abp Zygmunt Kamiński wielce rozżalił się nad tym, że podejmując temat krzywdy jakiej doznały pewne osoby o. Marcin Mogielski OP „odarł z godności” sprawcę tej krzywdy. Jakże łatwo przychodzi niektórym szafować pojęciem godności i wyznaczać czyja godność powinna podlegać szczególnej ochronie. Nie jestem zwolennikiem sprawiedliwości wymierzanej przez media, ale w sytuacji gdy na różnych szczeblach pewne przestępstwa usiłuje się ukryć, śledztwa dziennikarskie uważam za usprawiedliwione.

Znamienny choć niezbyt akcentowany w mediach jest jeszcze jeden fakt. Oto cytat tekstu zamieszczonego w portalu Onet.pl

W liście przekazanym w piątek KAI przebywający w USA prowincjał dominikanów podkreślił, że przed wyrażeniem o. Marcinowi zgody zapoznał się z dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i materiałami zebranymi przez gazetę do publikacji (do której nie doszło), a także z relacjami ze spotkań „poważnych i wiarygodnych osób” z abp. Kamińskim i jego poprzednikami, w szczególności ze spotkania o. Macieja Zięby w 2003 r. (poprzedniego prowincjała), który - według o. Popławskiego „usłyszał wówczas niesprawiedliwe i nie znajdujące oparcia w rzeczywistości informacje na temat o. Marcina”.

Cóż to oznacza? Czyż nie dowiadujemy się w tych słowach smutnej prawdy o tym, że Jego Ekscelencja arcybiskup metropolita szczecińsko-kamieński Zygmunt Kamiński okłamał o. prowincjała Macieja Ziębę OP? Ależ nie. To przecież nie licowałoby z godnością arcybiskupią. ;->

Wielki szafarz godności w swych słowach kierowanych w rozmaite strony zapomniał jeszcze o jednej kwestii. Atakując o. Mogielskiego poprzez sugestię wspierania taniego populizmu i chęci personalnego zniszczenia kogoś, sam dotknął bardzo głęboko godności tego zakonnika. Ale cóż... Widać takie jego zbójeckie prawo dane mu wraz z godnością arcybiskupią.

15 marzec 2008

Sens życia

Krótki dialog ze znajomym

— Nad czym tak myślisz?

— Nad odpowiedzią na pytanie o sens życia.

— A jaka jest definicja sensu? — jako prosty matematyk nie mogłem o to nie spytać

— Definicja? Ja tego nie definiuję. To się po prostu czuje.

— Więc sam widzisz, że sens życia nie jest „odpowiedzią na pytanie” tylko czymś co się w danej chwili czuje lub nie. To kwestia emocji a nie intelektu.

14 marzec 2008

Freedom vs. dignity (o WYA słów kilka)

Czym jest człowieczeństwo? Czym są prawa człowieka? Co jest źródłem tych praw? Ostatnio z zainteresowaniem przyglądam się działalności pewnej organizacji, która twierdzi, że ma odpowiedź na te pytania (a przynajmniej na ostatnie). Organizacją tą jest World Youth Alliance wg której źródłem praw człowieka i ich podstawą jest jego godność.

Gdy widzę tego typu mądrości nie mogę się oprzeć stawianiu kolejnych pytań i formułowaniu problemów. Czym jest ta cała godność? To najbardziej oczywiste pytanie a zarazem najtrudniejsze. Odłóżmy je więc na moment i przyjrzyjmy się co poza tymi górnolotnymi hasłami ma do zaoferowania WYA

Stanowisko WYA jest bardzo bliskie stanowisku Kościoła Rzymskokatolickiego a często wprost odnosi się do tekstów Jana Pawła II. Mamy więc sprzeciw wobec aborcji, badań genetycznych, związków partnerskich osób tej samej płci. Za wzorcowy uznaje się tradycyjny model rodziny. Zdawałoby się cud miód i orzeszki – sama godność.

Zastanówmy się jednak dokładniej. Chroniąc życie „od poczęcia do naturalnej śmierci” natrafiamy na problem eutanazji, który jak by na to nie patrzeć jest sporem o to czym jest godność umierania. Partnerskie związki homoseksualne to kolejny spór, w którym dwie strony mają różną wizję godności. Gdzie nie spojrzeć tam widzimy, że godność stanowi niełatwy problem a „jedynie słuszna” wizja lansowana przez WYA nie jest jedyną możliwą.

Nie chcę w tym miejscu zabierać głosu w spornych sprawach bo to tematy zbyt rozległe (hipotezę jakoby homoseksualizm był mechanizmem ewolucyjnym eliminującym z reprodukcji osobniki z przyczyn genetycznych nieprzydatne ale zachowującym je przy życiu jako szczególnie użyteczne dla stada/społeczności wyraziłem w osobnym wpisie na niniejszym blogu). Istotą jest tu problematyczność i wieloznaczność tego co usiłuje się stawiać jako źródło.

Przywołany niedawno przeze mnie (i pr. III Polskiego Radia) ks. prof. Józef Tischner w swych tekstach filozoficznych bardzo dużo miejsca poświęcał kwestii „nieszczęsnego daru wolności”. Wolność jest dużo łatwiejsza do zdefiniowania, (choć dużo trudniejsza do roztropnego używania). Jeśli coś miałoby być fundamentem praw człowieka to w moim odczuciu powinna to być właśnie wolność. Godność jest raczej pochodną wolności (można mówić o szczególnej godności jednostki wolnej pośród zniewolonych).

Tischner na wiele rzeczy patrzył inaczej niż reszta duchowieństwa (papieżem na czele). Kościół od wieków podąża drogą wyznaczoną przez Św. Tomasza z Akwinu. Tomizm zaś od samego początku Tischnerowi się nie podobał i został niejako odrzucony (Ponoć porównywał go nawet z totalitaryzmem.) na rzecz fenomenologii. Tischner szedł własną drogą, nie przez wszystkich lubianą, ale generalnie szanowaną.

Czy jednak w dzisiejszym Kościele jest jeszcze miejsce na spokojne współegzystowanie tego typu poglądów? Ostatnie odejścia z kościoła, nierzadko bardzo zacnych teologów zdają się to poddawać w wątpliwość.

12 marzec 2008

Dzień Tischnerowski

Dziś rocznica urodzin ks. prof. Józefa Stanisława Tischnera. Patrzę na tego człowieka (tak jak sam sobie tego życzył) przede wszystkim jak na filozofa, w dalszym rzędzie dopiero jako na kapłana. Kapłana który miał odwagę być niejako antyklerykałem w sutannie. Cytaty z jego wypowiedzi to nierzadko prawdziwe perełki.

Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.
Źródło: Niewierzący też człowiek, Gazeta Wyborcza 3–4 lipca 1999 r.
Zbyt wielu mamy kapłanów boga nierozumnego, nawet wśród tych, co się mienią filozofami.
Religia jest dla mądrych. A jak ktoś jest głupi i jak chce być głupi, nie powinien do tego używać religii, nie powinien religią swojej głupoty zasłaniać.
Tischner Czyta Katechizm
Jeden taki cytat zagościł nawet na stałe na stronie serwisu racjonalista.pl
„Polski katolicyzm przeszedł w okresie komunizmu przez trudną próbę wiary. Wiara oparła się prześladowaniom. Ale polski katolicyzm nigdy nie musiał walczyć bezpośrednio z wielką racjonalistyczną krytyką religii... Próba odwagi nie oznaczała zarazem próby rozumu." J. Tischner, Nieszczęsny dar wolności

Na koniec wreszcie taka refleksja:

Kto krzyczał: „Ukrzyżuj Go”? W ogromnej większości krzyczeli ludzie religijni – nie jacyś tam sceptycy, ateiści czy relatywiści, ale ludzie religijni, nawet bardzo religijni. Ten, kto chciał odnowić religię, sam stał się ofiarą religii.
Ksiądz na manowcach.

No i właśnie. Czy kapłani te jakieś 2000 lat temu byli wszyscy dużo gorszymi ludźmi od kapłanów współczesnych? (Jak mogłaby wyglądać odpowiedź można znaleźć w Łk 13,2-5)