4 styczeń 2008

Strajki górnicze.

Jak zwykle przy okazji pewnych zmian w Polsce pojawiają się kolejne strajki i żądania górnicze (kopalnia Budryk). Jak zwykle zakończą się one sukcesem. Tylko jakoś nikt społeczeństwu nie potrafi wyjaśnić w czym górnicy lepsi są od nauczycieli, pielęgniarek czy policjantów. Górnictwo gdy jest niedochodowe to jest niedochodowe na koszt zwykłego obywatela. Tenże obywatel zaś jeśli jest niedochodowy to jest niedochodowy tylko i wyłącznie na swój koszt.

Raz już Polska zapłaciła ogromną cenę za strajki górnicze i płaci tę cenę do dziś. Wszak kredyty gierkowskie nie były zaciągnięte bez szans na spłatę. Takich kredytów nikt na zachodzie by nie udzielił. Państwo polskie spłacało te kredyty węglem. Zbyt tego węgla zapewniały wieloletnie kontrakty. W biznesie jednak kontraktów należy dotrzymywać, gdy więc na początku lat osiemdziesiątych Polska w wyniku wstrzymania wydobycia z powodu strajków (dziwnym trafem tylko w kopalniach wydobywających na eksport) przestała się wywiązywać to te kontrakty po prostu zerwano. Głupia decyzja górników o strajku doprowadziła do olbrzymiego zadłużenia. Polska nie odzyskała i już nie odzyska utraconych rynków zbytu bo weszli na nie Amerykanie i Australijczycy wydobywający węgiel kamienny taniej bo odkrywkowo (np. w zagłębiu apallachijskim).

Dziś wdzięczne górnikom społeczeństwo musi fundować im wcześniejsze emerytury, coroczny wzrost płac i inne przywileje. Bo przecież jaki rząd (zarząd spółki czy inny organ lub instytucja) oprze się argumentowi kilofa?

0 komentarze: