31 maj 2007

Materialne prawa autorskie

Czasem popuszczam wodze swej fantazji i wyobrażam świat w którym informacja jest wolna. Co przez to rozumiem? Chodzi o to, że uzyskawszy informację (czyli wszystko co kopiowalne) mogę z nią zrobić co zechcę. W moim wymarzonym świecie programista jest jak grajek na ulicy. Słuchać go mogą wszyscy, a ci którzy mają pieniądze i ochotę wrzucają mu pieniądze. Czasem wrzucając pieniążka poproszą o taki lub inny kawałek, ale słuchać mogą wszyscy. W moim wyimaginowanym świecie nie dochodzi do patologii patentowych, nikt nie pobiera opłat licencyjnych. To jednak inny świat i nigdy takiego nie będzie.

Czemu nasza cywilizacja tak bardzo przywiązała się do prawa własności. Prawo to jest stawiane ponad wszystkimi innymi. Czyż myśl ludzka musi mieć „właściciela”? Czyż musi podlegać transakcjom kupna-sprzedaży? Czyż nie wystarczyłoby prawo do prawdy (informacji o tym kto jest autorem czegoś)? Czyż bycie drugim, który wpadł na jakiś pomysł musi oznaczać utratę wszelkich praw do czegoś na rzecz tego pierwszego?

Uczciwość w wyznawaniu niewiary

Kolejny spośród tekstów jakie zamieściłem kiedyś na różnych forach. (Dawniej miałem więcej czasu i chyba więcej zapału do tworzenia nowych tekstów ale obiecuję poprawę)

Wbrew temu co tytuł mógłby sugerować nie będę pisał o porównaniach etycznych między wierzącymi i niewierzącymi. Chcę poruszyć temat zgoła inny. Mianowicie chodzi o kwestię uczciwego przyznawania się w otoczeniu do swej wiary lub niewiary. Oto jakiś czas temu kolega mój (deklarujący się jako ateista) zapytał mnie (wierzącego, choć puszczającego momentami wodze swej filozoficznej fantazji) co sądzę na temat sytuacji w której się znalazł. Będąc ojcem chrzestnym pewnego dziecka zaproszony został na uroczystość pierwszej komunii. W miejscowości gdzie miało się to odbyć panował zwyczaj taki, iż chrzestni wszyscy równiutko maszerowali z ławek pod ołtarz do komunii. Kolega ten stał więc przed dylematem powiedzieć otwarcie o swej niewierze i nie uczestniczyć w uroczystości lub odegrać szopkę i przyjąć nic dlań nie znaczący opłatek do ust. Doradziłem szczere i jasne postawienie sprawy z zachowaniem szacunku dla rodziny. Kolega jednak bardziej skłaniał się ku koncepcji spektaklu. Pojawia się więc pytanie. Jak ateiści, agnostycy (tudzież zwolennicy innych trudnych do zakwalifikowania prądów myślowych powiązanych z kwestiami wiary) chcą wyrażać swą wiarę lub niewiarę skoro nie podejmują nawet próby przedstawienia swego punktu widzenia? Dlaczego z góry zakłada się nietolerancję?

W popularnym serialu z dawnych lat „07 zgłoś się” pojawia się scena rozmowy Borewicza z księdzem. W trakcie tej rozmowy z księdzem, odnośnie ślubu ateisty z wierzącą pada z ust głównego bohatera zdanie które (być może niedokładnie przytoczę) brzmiało „Nie lubię nikogo oszukiwać. Nawet nieswojego Boga”. Czy nie przydałoby się trochę więcej odwagi w zakresie prawdy? Nie chodzi tu wszak tylko o oszukiwanie Boga (w którego i tak się nie wierzy). Jest to oszukiwanie rodziny i wreszcie samego dziecka. Czy to nie kłóci się ateistom z ich przekonaniami?

30 maj 2007

Globalizacja pracy

Tekst poniższy zamieściłem na pewnym forum jako moje refleksje na dzień 1 maja.

Żyjemy w epoce globalizacji. Czy nam się to podoba czy nie staje się ona faktem. Wielkie korporacje lokują swe zakłady tam gdzie koszty pracy są mniejsze. To jest jedna strona medalu i tylko tą stronę zdają się dostrzegać przeciwnicy tego procesu. Tymczasem od 1 maja 2004 r. Polacy mają okazję obserwować drugą stronę medalu. Jest to tym ciekawsza obserwacja, że można ją nazwać obserwacją uczestniczącą. Zjawisko będące jej przedmiotem jest niejako odpowiedzią społeczeństwa epoki globalizacji na różnice zarobkowe pomiędzy krajami. Proces migracji zarobkowej jest już na tyle znaczny by można było mówić o jego masowym charakterze. Tak samo jak instytucje korporacyjne w poszukiwaniu taniej siły roboczej są w stanie ponieść znaczne wydatki związane ze zmianą lokalizacji swych zakładów produkcyjnych, tak samo też pracownicy mogą w dzisiejszych czasach ponieść znaczne (w odpowiedniej skali) wydatki związane ze znalezieniem zatrudnienia tam gdzie wynagrodzenie i warunki pracy są lepsze. Tak więc dożyliśmy czasów, że Polacy pracują w Anglii, Irlandii, Niemczech i Holandii, w Polsce pracują Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy i Chińczycy. Doszło nawet do tego, że na rodzimym rynku pracy nie ma chętnych na zatrudnienie się w ulokowanym przez LG, w naszym kraju zakładzie. Myśli się więc o sprowadzeniu doń pracowników z Chin. Absurd? Czasem rzeczywistość bywa absurdalna. Przez te absurdy widać jednak, że społeczeństwo epoki globalizacji nie jest takie bezbronne jakby wydawało się alterglobalistom i socjalistom takim jak pan Piotr Ikonowicz. W sposób bardziej lub mniej świadomy ludzie pokonują pułapkę ekonomiczną globalizmu jego własną bronią — migracją ekonomiczną.

Zaobserwowaliśmy zjawisko, podsumowaliśmy je. Czas więc zastanowić się co zeń wynika i jakie skutki może przynieść w przyszłości. Dopóki istnieją przeszkody w migracji ludności na świecie problem nierównych szans będzie istniał, jednak bariery takie stopniowo znikają. Oczywiście najpierw znikają bariery dla przedsiębiorców co widać choćby na przykładzie Chin.

Wydaje się, że tym co będzie obrazowało przyszłość są właśnie kraje totalitarne. Jak na razie niektóre z nich wydają się trzymać całkiem mocno. Chiny są krajem, w którym nawet takie medium jak internet jest cenzurowane. Trudno się zresztą dziwić takim działaniom. Świadomość społeczeństwa jest największym zagrożeniem władz w tym kraju.

Cóż jednak będziemy się zamartwiać problemami tego w końcu nie małego narodu? Lepiej wróćmy na nasze podwórko. Mamy bowiem własne problemy. Czy zarobki w kraju mają szansę na szybkie zrównanie się tymi w krajach zachodnich? Czy powinniśmy otwierać granicę na pracowników z Ukrainy? Czy możliwość inwestowania na Ukrainie zagraża interesom Polski? Na ile Polska może wykorzystać te możliwości? (Przykładowo współpracująca z Ericssonem polska spółka Ericpol Telecom już ma swoje oddziały w Meksyku i na Ukrainie).

29 maj 2007

Inauguracja

Niniejszym chciałbym zainaugurować swojego publicznego bloga. Będzie to swego rodzaju zbiór minifelietonów, myśli którymi chciałbym się podzielić ze światem. Zaznaczyłem, że jest to blog publiczny, ponieważ posiadam również bloga przeznaczonego dla węższego grona czytelników.

Tematy, które w najbliższym czasie chciałbym poruszyć to kwestie mniejszości, sytuacji politycznej w kraju, kwestia posiadania broni i swobód obywatelskich, regulacje prawne w zakresie własności intelektualnej, wpływ gier wideo na społeczeństwo, kościół katolicki w Polsce, prawa rowerzystów na drodze, kwestie dialogu międzyreligijnego oraz dialogu z ateistami, działalność międzynarodowych korporacji, globalizacja, ekologia. Krótko mówiąc tematyka będzie zróżnicowana.