20 czerwiec 2007

O propagandzie homoseksualizmu

Tym razem po dłuższej przerwie postanowiłem napisać o propagandzie homoseksualizmu czyli o czymś czego nie ma. Nie ma nie dlatego, że nikt homoseksualizmu nie propaguje, bo pewnie znaleźliby się tacy, którzy chcieli by to robić dla zwykłego zarobku. Nie ma dlatego, że być nie może, ale o tym za chwilę. Oczywiście można się spierać na temat kwestii istnienia i spory takie były toczone przez filozofów od wieków. Przykładowo było takie pojęcie jak „byt intencjonalny”. Tu jednak porzucimy tego typu rozważania i skupimy się na intuicyjnym rozumieniu istnienia.

Roman G. i spółka sugerują, że w nieszczęsnym kraju naszym istnieje propaganda homoseksualizmu. Idą nawet dalej, bo próbują tę propagandę tropić a nawet z nią walczyć. Panowie Ci nie zastanowili się chyba jednak nad bardzo prostą kwestią czy sami byliby w stanie w jakikolwiek sposób zmienić swą orientację seksualną. Przypuśćmy, że orientacja seksualna może podlegać zmianom (tak zapewne zakładają pan Roman G. i jego koledzy). Niewątpliwie rozważając dwie orientacje heteroseksualną i homoseksualną, tą pierwszą można wskazać jako bardziej zgodną z naturalnym cyklem życiowym człowieka. (Sympatycy pana Romana rzekliby pewnie, że homoseksualizm jest w ogóle wbrew naturze) Tym samym, wedle wszelkich prawideł zmiana w tę stronę powinna być prostsza niż w drugą. Tymczasem dokonania medycyny w tym zakresie są jakby to rzec raczej mizerne. Istnieje tylko nieliczna i związana ściśle z kościołem grupa psychologów, którzy dopuszczają taką możliwość. Reszta świata medycyny uważa to za niemożliwe. Skoro niemożliwa jest zmiana, która jest naturalna to tym bardziej niemożliwa jest taka, która jest „wbrew naturze”.

Oto doszliśmy do punktu, w którym okazuje się, że pan Roman G. (z kolegami) walczy przeciwko propagandzie czegoś co jest niemożliwe. Mało tego, osoby te angażują do swojej walki pracę rozmaitych służb publicznych (finansowanych m.in. z moich podatków). Nad skandalicznością tego pomysłu nie będę się słownie pastwił, bo każdy czytelnik może to zrobić we własnym zakresie.

Przez moment możemy jednak skupić się na pozornie marginalnym stwierdzeniu o zupełnej nienaturalności tego zjawiska. Co jednak znaczy „nienaturalny”. Jeśli ma to znaczyć „nie występujący w przyrodzie” to oczywiście jest to błąd bo występuje. Jeśli ma oznaczać „nie jest najczęstszą możliwością” to niby prawda, ale wtedy bycie mężczyzną też będzie nienaturalne bo kobiet jest jednak więcej. Mało tego. Jeśli znów przyjąć teorię Romka i spółki, o tym, iż jest to choroba to musimy stwierdzić, że jest to zjawisko naturalne, bo choroby to jednak naturalny mechanizm redukcji populacji. Być może homoseksualizm jest również takim mechanizmem. Wszak istnienie jednego mechanizmu nie wyklucza istnienia innych. Pewne zjawiska w przyrodzie wydają się czasem być niewłaściwe. Przykładem może być apoptoza. Komórka popełnia samobójstwo (biolodzy czytający tego bloga pewnie mnie poprawią). Jest to rzecz pozornie ”niewłaściwa” sprzeczna z naturą, której celem jest trwanie życia. Jednak właśnie ten mechanizm chroni nas przed nowotworami. Kto wie. Być może bez homoseksualizmu cywilizacja ludzka borykałaby się z problemem podobnej rangi co nowotwory, tyle że w skali społecznej?

2 komentarze:

Szymon Pobiega pisze...

Apoptoza - temat rzeka, nie jest to do końca samobójstwo, tylko programowalna śmierć komórki i niekoniecznie mus chronić przed nowotworem. trafne uwagi na temat naturalności. Kobiet jest więcej - bo żyją dłużej. Statystycznie rodzi się więcej chłopców. Się małżonka wypowiedziała.

Daniel Delimata pisze...

Spodziewałem się takiego komentarza ;)

Użyłem określenia "samobójstwo" w celu uczynienia opisu bardziej obrazowym. Samobójstwo jest czynem świadomym. Pojedynczej komórki oczywiście nie posądzam o świadomość (też w sensie intuicyjnym bo nie ma dobrej definicji o czym pisał m.in. prof. Andrzej Szyszko-Bohusz w swej publikacji "Problematyka i wyniki badań nad stanami świadomości")

Długość trwania życia to też ciekawe zagadnienie. Spotkałem się z kilkoma przekonującymi wyjaśnieniami takiego stanu rzeczy. A jedno lepsze od drugiego. Tak czy inaczej nie można za jedyne kryterium naturalności przyjmować bycia w najliczniejszej grupie bo wtedy już druga co do liczebności grupa musi być uznana za nienaturalną. Wszelkie zaś inne próby definiowania "(nie)naturalności" w oparciu o liczebność są ściśle umowne.