O prawach autorskich raz jeszcz
Z rozmów z osobami na temat mojej poprzedniej wypowiedzi na ten temat wnoszę, że występują w tym kontekście pewne nieporozumienia. Zarzuca się m.in. mojej wizji, że programiści nie mieli by tak naprawdę jak zarobić. To trochę nie tak.
Zacznijmy od tego, że ktoś coś chce mieć i tym czymś jest jakaś aplikacja. Człowiek ów idzie do programisty lub grupy programistów i mówi czego chce. I teraz programista jest postawiony przed pytaniem „Jakiej kwoty zażądać?”. By odpowiedzieć na to pytanie należy się zastanowić jakie będą koszty a jakie przychody. Koszty w obu przypadkach można uznać za podobne. Przychody będą natomiast wyglądać zupełnie inaczej. O ile w obecnie obowiązującym modelu dystrybucji oprogramowania wytwórca ma monopol na sprzedaż a klient jest jedynie licencjobiorcą o tyle w wyimaginowanym społeczeństwie alternatywnym wygląda to tak, że sprzedając program sprzedaje się wszelkie prawa do niego z wyłączeniem prawa do informacji o autorze. Mamy więc sytuację, w której nabywca może udostępnić światu za darmo nasz produkt. Może się więc zdarzyć tak, że nie sprzedamy już naszego programu nikomu innemu. Cały więc przychód należałoby więc pobrać już przy pierwszej transakcji. Ktoś mógłby rzec „No dobrze, ale w ten sposób ceny oprogramowania będą jeszcze większe, wręcz kosmicznie wysokie”. To też nie do końca prawda. Postawmy się bowiem w sytuacji naszego klienta. Nabył on za duże pieniądze program. Czy będzie skłonny wszystkim wokoło robić wielki prezent? Chyba nie. Zatem ryzyko, że klient po prostu rozda program jest raczej niewielkie. Ponadto zwróćmy też uwagę na późniejsze utrzymanie oprogramowania. Do kogoś kto kupił od nas program mamy prawo mieć inny stosunek niż do kogoś kto go po prostu dostał. Mamy prawo powiedzieć, że naszym klientom oferujemy takie a nie inne warunki a nie-klientom nie. Tym samym potencjalni nabywcy nadal będą odczuwać pewną presję nabywania programów od pierwotnego wytwórcy a nie na wtórnym rynku. Te mechanizmy sprawiają, że najprawdopodobniej my jako autorzy programu sprzedamy nieco więcej egzemplarzy niż tylko jedną sztukę. Tym samym ceny nie byłyby aż tak dramatycznie wysokie. Pewna część programów (zwłaszcza przeznaczonych do masowego odbiorcy) byłaby pewnie darmowa, choć pewnie nie od razu. Oprogramowanie wytwarzane na zamówienie klienta kosztowałoby prawdopodobnie tyle samo. O wartości oprogramowania i przychodach decydowałby rynek, a nie liczne kruczki prawne.
Zachęcam gorąco do komentarzy i polemik.


0 komentarze:
Prześlij komentarz