Globalizacja pracy
Tekst poniższy zamieściłem na pewnym forum jako moje refleksje na dzień 1 maja.
Żyjemy w epoce globalizacji. Czy nam się to podoba czy nie staje się ona faktem. Wielkie korporacje lokują swe zakłady tam gdzie koszty pracy są mniejsze. To jest jedna strona medalu i tylko tą stronę zdają się dostrzegać przeciwnicy tego procesu. Tymczasem od 1 maja 2004 r. Polacy mają okazję obserwować drugą stronę medalu. Jest to tym ciekawsza obserwacja, że można ją nazwać obserwacją uczestniczącą. Zjawisko będące jej przedmiotem jest niejako odpowiedzią społeczeństwa epoki globalizacji na różnice zarobkowe pomiędzy krajami. Proces migracji zarobkowej jest już na tyle znaczny by można było mówić o jego masowym charakterze. Tak samo jak instytucje korporacyjne w poszukiwaniu taniej siły roboczej są w stanie ponieść znaczne wydatki związane ze zmianą lokalizacji swych zakładów produkcyjnych, tak samo też pracownicy mogą w dzisiejszych czasach ponieść znaczne (w odpowiedniej skali) wydatki związane ze znalezieniem zatrudnienia tam gdzie wynagrodzenie i warunki pracy są lepsze. Tak więc dożyliśmy czasów, że Polacy pracują w Anglii, Irlandii, Niemczech i Holandii, w Polsce pracują Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy i Chińczycy. Doszło nawet do tego, że na rodzimym rynku pracy nie ma chętnych na zatrudnienie się w ulokowanym przez LG, w naszym kraju zakładzie. Myśli się więc o sprowadzeniu doń pracowników z Chin. Absurd? Czasem rzeczywistość bywa absurdalna. Przez te absurdy widać jednak, że społeczeństwo epoki globalizacji nie jest takie bezbronne jakby wydawało się alterglobalistom i socjalistom takim jak pan Piotr Ikonowicz. W sposób bardziej lub mniej świadomy ludzie pokonują pułapkę ekonomiczną globalizmu jego własną bronią — migracją ekonomiczną.
Zaobserwowaliśmy zjawisko, podsumowaliśmy je. Czas więc zastanowić się co zeń wynika i jakie skutki może przynieść w przyszłości. Dopóki istnieją przeszkody w migracji ludności na świecie problem nierównych szans będzie istniał, jednak bariery takie stopniowo znikają. Oczywiście najpierw znikają bariery dla przedsiębiorców co widać choćby na przykładzie Chin.
Wydaje się, że tym co będzie obrazowało przyszłość są właśnie kraje totalitarne. Jak na razie niektóre z nich wydają się trzymać całkiem mocno. Chiny są krajem, w którym nawet takie medium jak internet jest cenzurowane. Trudno się zresztą dziwić takim działaniom. Świadomość społeczeństwa jest największym zagrożeniem władz w tym kraju.
Cóż jednak będziemy się zamartwiać problemami tego w końcu nie małego narodu? Lepiej wróćmy na nasze podwórko. Mamy bowiem własne problemy. Czy zarobki w kraju mają szansę na szybkie zrównanie się tymi w krajach zachodnich? Czy powinniśmy otwierać granicę na pracowników z Ukrainy? Czy możliwość inwestowania na Ukrainie zagraża interesom Polski? Na ile Polska może wykorzystać te możliwości? (Przykładowo współpracująca z Ericssonem polska spółka Ericpol Telecom już ma swoje oddziały w Meksyku i na Ukrainie).


4 komentarze:
2/3 ludności świata żyje poniżej dolara dziennie. To, że firmy instalują się w krajach zamieszkania tych ludzi nie musi oznaczać dla nich dobrobytu. Polecam książkę "No logo" Naomi Klein oraz rozważenie dlaczego powstała akcja "Red Label". Powstaje również dużo filmów dokumentalnych o tej tematyce, ostatnio oglądałem jeden taki o chińskiej fabryce podzespołów wykorzystywanych w telefonach Nokia. Niestety nie pamiętam nazwy tego dokumentu. Pozdrawiam.
Na wstępie dziękuję za komentarz. :)
Rzeczywiście problem globalizacji jest złożonym zagadnieniem. Ja jednak w swym wpisie odniosłem się do niewielkiego wycinka, który jest związany z Polską i wskazałem na pewne mechanizmy, które w pewien sposób stanowią globalną odpowiedź społeczeństwa na praktyki międzynarodowych korporacji.
Pozdrawiam
Daniel
Polska będzie korzystać z globalizacji pracy dopóki poziom życia się w znaczącym stopniu nie podniesie. Gdy to nastąpi, firmy zaczną szukać nowych miejsc o tańszej sile roboczej (pewnie Ukraina), wtedy kto będzie mobilny ten wyjedzie, a kto nie będzie ten zostanie. Może dorobimy się już do tego momentu "welfare state" i się ono nami zajmie, biednymi myszkami ;> Jednak póki co korzystamy. Chociaż praca powiedzmy w PizzaHut za 3,90/godzina nie należy do żadnych przyjemności. Zapewniam, bo przez miesiąc pańszczyznę odrabiałem. Odpowiedzią na praktyki międzynarodowych korporacji powinno być państwowe ustawodawstwo. Jako jednostka mogę jedynie płynąć z nurtem kształtowanym przez miłościwie nam rządzących.
"Wiśta wio" łatwo powiedzieć. Zmiana prawa nie jest prostą rzeczą, a w szczególności szary człowiek nie może sam sobie prawa zmieniać. Tym samym przestrzegający prawa obywatel zdany jest na takie mechanizmy, które są mu dostępne. Migracja za lepiej płatną pracą jest jednym z nich.
Prześlij komentarz